Wstęp

Nazywam się Aneta Tyl, jestem hodowcą psów rasy golden retriever o przydomku hodowlanym Tuskulum Quissam, zarejestrowanym we wrocławskim oddziale Związku Kynologicznego, jak i w FCI (Federation Cynologique Internationale).

Ta strona powstała po to, aby przybliżyć przeciętnemu miłośnikowi psów tematy związane z szeroko pojętą hodowlą oraz utrzymaniem psa. Przyszli nabywcy psa znajdą tu szereg praktycznych porad, nie podręcznikowych, lecz popartych doświadczeniem.

Nie jestem weterynarzem, zootechnikiem, behawiorystą, treserem psów, ani nawet hodowcą z pierwszych stron magazynów kynologicznych. Jestem zwykłą posiadaczką psów, jak tysiące spośród Was. Ze względu na to, iż mam kontakt ze światem, który obraca się wokół psów, mam ukształtowane poglądy na pewne sprawy, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Są to poglądy niejednokrotnie odmienne niż te królujące na forach kynologicznych, być może ktoś uzna je czasem za kontrowersyjne.

Nie uznaję w życiu autorytetów i nie chcę, aby ktoś w ten sposób mnie traktował. Liczę natomiast na dyskusję i wymianę poglądów w komentarzach pod postami. Ja również, dzieki temu projektowi, zamierzam się czegoś nowego od Was dowiedzieć.

Będę obalać mity i postaram się przekonać Was do niektórych ważnych dla dobra zwierząt decyzji. Będę promować takie postawy, które w przyszłości mogą ograniczyć liczbę bezdomnych psów spędzających życie w schroniskach.

Jestem bezwzględną rasistką, co nie oznacza, że uważam Wasze kundelki za gorsze. Wręcz przeciwnie, będę domagać się, aby traktować je na równi z „psią arystokracją”. Jeśli dopatrzycie się tu krytyki Waszych poczynań, pamiętajcie, że nie potępiam ludzi, lecz co najwyżej czyny, które w większej części pochodzą z niewiedzy, a nie z wyrachowania.

Serdecznie zapraszam do współpracy hodowców, którzy prowadzą domowe, małe hodowle i są pasjonatami „swoich” ras. Będę faworyzować i zapraszać takie osoby, aby opowiedziały o życiu i wszelkich sprawach związanych z konkretną rasą. Ma to ułatwić czytelnikom wybór psa i hodowli, z jakiej zechcą go nabyć.

środa, 2 stycznia 2013

Psy niejadki.

 Kiedy Jaskier przyjechał do naszego domu, zetknęłam się po raz pierwszy z problemem, którego do tej pory, mając jedynie suczki, nie doświadczyłam. Pies nie chciał jeść.

Istnieje takie powiedzenie, że pies, mając pełną miskę, z głodu nie umrze, jeśli oczywiście nie jest to spowodowane chorobą. W przeciętnych zatem warunkach, kiedy właściciele nie mają jakichś specjalnych oczekiwań względem swoich pupili, nie powinni się tym martwić. Po sprawdzeniu, czy brak apetytu nie jest patologiczny i czy nie towarzyszą temu inne objawy, najlepiej machnąć na to ręką i pozostawić psu swobodę w tej kwestii. Zgłodnieje, to zje. Wszelkie próby biegania człowieka dookoła miski i ulepszanie karmy powodują, że pies robi się co raz bardziej wybredny i niejednokrotnie fundujemy mu zaburzenia żołądkowo-jelitowe podkarmiając specyfikami ze sklepu lub przyprawionymi chemią.

Pamiętać też należy, o czym niejednokrotnie pisałam, że psy mają inaczej zbudowany układ pokarmowy i delikatniejszą florę bakteryjną. Natura przystosowała je do jednego rodzaju pokarmu w związku z tym pies, który jest karmiony suchą karmą, powinien na takiej pozostać. Wszelkie zmiany mogą (nie muszą, ale są wielce prawdopodobne) zaburzyć tę równowagę i musi minąć jakiś przedział czasu, aby zbudowała się nowa flora bakteryjna zdolna uporać się z nowym rodzajem pokarmu.
To tyle, jeśli chodzi o samą czystą teorię, a w praktyce...

Jesteśmy tylko ludźmi i postrzegamy świat z pozycji człowieka. Jest nam smutno i przykro, że my, mając na stole urozmaicone pożywienie, karmimy nasze pupile samą suchą karmą. Tym bardziej ściska nas za serce, jak psy, obdarzone przez naturę dużo czulszym nosem, siedzą przy nas ze wzrokiem wbitym w talerz.  Kto miał psa, zna dokładnie to spojrzenie, które mówi „jestem biedny, jestem głodny, jestem od ciebie zależny w stu procentach”. No, nie sposób przejść nad czyms takim obojętnie.
Tutaj warto wspomnieć, że takie psie zachowanie jest wykształcone ewolucyjnie. W naturze wilki jedzą nieregularnie, ale za to do syta, bo nie wiadomo, kiedy nadarzy się następna okazja. Psy nie straciły tego instynktu. Nawet jeśli nie są głodne, ale jedzenie im smakowicie pachnie, lub widzą, jak je reszta stada (w tym wypadku stadem dla psa jest ludzka rodzina, w której mieszka) będą chciały najeść się na zapas. Inną sprawą jest fakt, że psy- już nie dzikie wilki, ale właśnie psy, które są zależne od człowieka, wykształciły ewolucyjnie zachowania żebracze.


Żyjemy w czasach i miejscu, gdzie jedzenia teoretycznie mamy pod dostatkiem (choć i tak zbyt dużo jest głodnych ludzi i zwierząt). Każdy człowiek, który świadomie nabył psa i się nim opiekuje ma możliwość zapewnienia mu pełnej miski. Nie zawsze tak było. A powiem więcej, jest to domena dopiero naszych czasów i warunków, które stworzyła nam współczesna cywilizacja. Kiedyś dla człowieka było problemem upolowanie czegoś, aby wyżywić siebie i swoją rodzinę, a co dopiero wykarmić psy. W związku z tym przeżył i nie umarł z głodu tylko ten pies, który był w stanie swoją mimiką poruszyć człowieka na tyle, aby ten podzielił się z nim swoim posiłkiem. W ten sposób pies uzależnił się od człowieka i zatracił wilczy zew krwi, czyli umiłowanie wolności. Oczywiście, w niektórych rasach, tych najmniej zmienionych przez człowieka (szpice i rasy pierwotne oraz niezliczona liczba kundelków) owa niezależność pojawia się w mniejszym lub większym natężeniu. Stąd wzięły się australijskie dingo (zdziczałe psy) oraz żyjące na obrzeżach miast mniejsze lub większe hordy psów organizujące sobie pożywienie na własną łapę.

Ale powróćmy do naszym miseczek. Co ma bowiem począć właściciel psa, z którym wiążą się szczególne oczekiwania?

Jaskier był psem od początku przeznaczonym do reprodukcji, psem wymarzonym, poszukiwanym i oczekiwanym od lat. Taki pies musi spełnić szereg wymogów. Żywienie to kwestia podstawowa, od której zależy zdrowie i kondycja psa oraz jego oceny kwalifikujące go do hodowli. Kwestia, aby zjadł dzienną porcję kalorii, urosła wtedy w moim domu do rangi nadrzędnej. Odpowiednia ilość składników pokarmowych gwarantowała prawidłowy kościec i masę mięśniową. Jeśli pies jadł na pół gwizdka, nie rozwijał się tak, jak powinien, a tym samym mógł mieć problemy z kwalifikacjami hodowlanymi. Mając to wszystko na uwadze, schowałam do lamusa wszelkie teorie i niemalże stawałam na rzesach, aby dojść do porozumienia z psem w kwestii menu. Po niezliczonych ilościach dodatków do karmy, wśród których znalazły się również substancje dziwne, na przykład piwo (nie próbujcie tego!) w końcu ustaliliśmy jakiś kompromis. Pies rano jadł mięso (nie zjadł więcej, jak 300 gram!) z ryżem czy chlebem (chleb jadł w każdej ilości!), a wieczorem karmę z dodatkami. I tak był chudy, bo rzadko się zdarzyło, aby miskę wyczyścił do końca. Nie pomogła nawet konkurencja do miski w postaci towarzyszącej mu przy posiłkach Gai. Jaskier usuwał się wtedy i oddawał michę młodszej koleżance.

Taki chudzielec, ale na Międzynarodowej Wystawie 
w Lesznie w klasie młodzieży 
dostał srebro w silnej konkurencji kilkunastu psów.

Z problemu z wystawami wybrnęłam w ten sposób, że kwalifikacje hodowlane (na medale!) uzyskaliśmy w klasie młodzieży, kiedy sędziowie jeszcze oceniają psa nie do końca po jego budowie, ale zwracają uwagę na potencjał. W klasie młodzieży jest jeszcze wiele niedorostków i jeśli pies nie ma wad w budowie, to jest oczywiste, że ma jeszcze czas, aby się rozwijać. Po zakwalifikowaniu psa do hodowli odczekaliśmy, aż Jaskier skończy 3 lata i zmieni mu się przemiana materii. Dopiero wówczas nabrał pięknych kształtów i zdobywał uznanie, na jakie zasługiwał. Karierę wystawową przerwała mu strzaskana noga, a ja zdecydowałam, że priorytetem jest jego zdrowie, a nie kariera i liczba zdobytych medali.

Jakie były przyczyny, że od samego początku Jaskier tak bardzo kaprysił z jedzeniem? Przyczyn należy szukać w charakterze psa. Jest to pies neurotyczny, pobudliwy, który bardzo łatwo nakręcał się różnymi sytuacjami. Przy tym wszystkim jest to pies dominant, który wiecznie próbował przeforsować wysoką pozycję w stadzie. Podczas, kiedy był młody, w domu przebywały trzy suki w wieku produkcyjnym. Pies narażony był na częste pobudzenie z powodu rui. Podczas takiego stanu poziom hormonów we krwi psa, głównie adrenaliny i testosteronu, powoduje zanik apetytu. W naturze psy w tym stanie walczą z innymi psami o suki. Tutaj my walczyliśmy z rozpierającą psa energią i jego determinacją, by dostać się do suki. Wiadomo, że w hodowli krycia są planowane i nie trzyma się podczas rui zwierząt razem.

18 miesięcy- moment kiedy pies zostaje dopuszczony do rozrodu 
po uprzednim zdobyciu kwalifikacji hodowlanych na wystawach 
i badaniu stawów biodrowych.

Jaskier normalnie zaczął jeść w wieku 3,5 roku i do tej pory nie ma już problemów z apetytem. Ja jednak nigdy nie podaję mu samej suchej karmy, bo psa już zepsułam i kulinarnie rozwydrzyłam od samego początku.

Mam nadzieję że nikt z Was nie ma i nie będzie miał do czynienia z takim egzemplarzem niejadka, jak Jaskier, ale jeśli już czujecie ogromną potrzebę smakowego ulepszania psu karmy, to można w niewielkich ilościach dodawać do karmy takie rzeczy jak:  jajo na twardo (maksymalnie połówka na miskę, najlepiej starta przy pomocy sitka jak do sałatki), gotowaną marchewkę, czy ziemniaka (również startego), ser biały (maksymalnie łyżkę na miskę), ser żółty w wiórkach, odrobinę mięsa mielonego świeżego lub wysmażonego, czysty wywar z mięs z niewielką ilością tego mięsa. Zasada jest taka, że dodatek musi być jak najbardziej rozdrobniony, aby oblepił kulki karmy, lecz dodatku musi być na tyle mało, aby psa nie rozwydrzyć. Pamiętajcie, że każdy pies ma indywidualną tolerancję produktów. Trzeba uważnie patrzeć, czy któryś z tych prostych składników nie zaszkodzi.

Większości psów szkodzą takie produkty (nawet tego nie próbujcie, aby się o tym przekonać) jak: warzywa strączkowe, mleko, kapusta, kiszonki.

Moim czytelnikom i fanom tuskulańskiego stadka, życzę wraz z Nowym Rokiem jak najmniej kłopotów nie tylko żywieniowych u swoich pupili oraz pociechy ze swoich podopiecznych. Oby psia wierność i miłość towarzyszyła Wam na każdym kroku rozwiewając wszelkie złe nastroje.
:-*

8 komentarzy:

  1. Ciekawy wpis, jak zawsze:)
    Jaki ojciec taki syn:) Izerek też marudzi, gdy ma sama karmę. Przy zmianie smaku karmy przez tydzień jest zachwycony i połyka ją jak dzikus, a potem kaprysi. Wystrczy jednak dodać łyżeczkę (taką od herbaty) rozgotowanego ryżu, lub chociażby polać ciepłą wodą, aby łobuziak zjadł swoją porcję. Próbowałam go przetrzymać, w myśl zasady, że jak głodny to zje. Był głody i nie zjadł, a mnie serce się krajało. Oczywiście interesuje go wszystko co ludzkie do jedzenia, a tego z przyczyn zdrowotnych nie dostaje. Już uodporniliśmy się na ten błagalny wzrok, nawet na łepetynkę położoną na kolanach, ale czasem "pękamy" i sprawiamy mu radość. Izerek jest ładnie zbudowany, co zawsze podkreśłano na wystawach, nie jest za chudy, zatem chyba rozwija się prawidłowo.
    Życzę Wam tego samego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Bardzo dziękujemy za ten wpis i cieszymy się, że poznaliśmy Twoje zdanie na frapujący nas od jakiegoś czasu temacik:) Otóż Izuś ostatnio zaczął grymasić przy karmie. Zdecydowaliśmy się więc na jej zmianę. Euforia trwała tydzień. Wcinał jak kiedyś- aż uszy mu się trzęsły. Następnie zaczął na nas patrzeć z wyrzutem, więc ponownie zaczęliśmy karmę troszkę wzbogacać dodając np. łyżeczkę jogurtu naturalnego, czy to twarożku, czy też starte jabłuszko.
    Między posiłkami Izek dostaje także różne przysmaczki. Raz jest to kawałek marcheweczki, innym razem kawałek chlebka itd., i chyba to wpłynęło na to, że w pewnym momencie zaczął jęczeć przy suchej karmie.
    Bez przysmaczków otrzymywanych w ciągu dnia również modli się nad miską ;). A dodatki w karmie muszą być i już, bo inaczej jest bunt i chowanie się przed straszną miską za moimi plecami :)
    Izerciu trzyma bardzo dobrą wagę (tak nam się wydaje). Przed chwilą został zważony - 35 kg SZCZĘŚCIA :)
    Mimo wszystko martwi nas to grymaszenie, a i wszelkie dodatki szybko mu się nudzą.
    Anita! Sama łepetynka położona na udzie to jeszcze nic! Nasz Izuch osiągnął już chyba najwyższy poziom w uprawianiu żebractwa. Otóż kładzie łepek na moim udzie, a gdy po jakimś czasie nie przynosi to żadnego efektu, to zaczyna unosić i opuszczać główkę, poklepując żuchwą nogę ;)
    Jestem ciekawa ile ważą jego braciszkowie?
    Pozdrawiamy gromadnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alcia! Powiem tak: kamień spadł mi z serca. Skoro Wasz Izerek marudzi nad sucha karma tak samo jak nasz, to nie ma powodu do niepokoju. U nas jest dokładnie to samo, tydzień trwa euforia nad suchą karmą, a potem znów marudzenie. Teraz dostaje karmę weterynaryjna, która kosztowała sporo i małpiszon zje ja do końca, choćby nie wiem co, taka będę. Gotuję tylko suchy ryż i ten gapiszon zjada z apetytem, jakby rarytasy jakieś miał w misce.
      Na żebractwo staramy się nie zwracac uwagi i wtedy mały kładzie się na podłodze, ale to bardzo trudne. Potrafi też doskonale wyczaic moment, gdy nikt nie pilnuje stołu i złapać cosik smacznego. Tu przyzwyczaił nas do straży przy pelnym stole i sprzątania zaraz po jedzeniu. Oprócz położenia łepetynki na udzie i patrzenia błagalnie potrafi też siadać i kłaść łapy na kolanach, a wzrok ma wyjątkowo żałosny.
      Coś mi sie zdaje, że Riannon chce nas przygotować na to, co jeszcze maluchy otrzymały w genach i czego możemy się spodziewać w przyszłości:)
      Nasz Izercio nie był ostatnio ważony, ale sądzę, że też jest to około 35kg. W grudniu, gdy miał kłopoty z brzuszkiem ważył 33.

      Usuń
  3. Mam to ogromne szczęście, że dzięki Wam mam wgląd we wszystkie Izerki. Są pięknie zbudowane i niczego im nie brakuje. Nawet jak trochę pogrymaszą od czasu do czasu i niedojedzą, niczego nie stracą :-)
    Za jakiś czas opowiem Wam o tym, jak u nas wygląda sprawa z żebraniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie weterynarz powiedział, że psom nie wolno jeść żółtego sera w ogóle, bo nie trawią jakiegoś składnika i uszkadza im to chyba trzustkę...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał19 kwietnia 2013 20:19

      Widzę, że dawno nie było żadnego nowego wpisu. Kiedy pojawią się nowe? pozdrawiam. Michał, szkoła doberman dla psów.

      Odpowiedz Usuń

      Michał- dziękuję za zainteresowanie. Nie wiem tylko, czy było ono szczere, czy spowodowane chęcią zostawienia aktywnego linku (spam). W sprawie wymiany linków możemy dogadać się w systemie barteru. Ja też miałabym w tym interes. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ktoś ;) tu nam obiecał nowy wpis, a my już prawie PÓŁ ROKU!;) czekamy :P
    Serdeczne pozdrowienia od złośliwej;) gromadki :):):)

    OdpowiedzUsuń